czwartek, 4 lutego 2016

friendship


Zaczęłam definiować przyjaźń. I jako intelektualne guru naszego narodu, kontynentu i uniwersum, zamieszczam je tutaj, na dowód wzniosłości mych myśli.
Przyjaciel to osoba,z którą łączy cię wieź na tyle silna, że możesz powiedzieć jej o swoich myślach bez strachu, że zacznie cię postrzegać w inny sposób i zmieni się w stosunku do ciebie; jest gotowa być z tobą, pomagać i być kochaną, oczekując i otrzymując to samo w zamian.
To także tak. Czy to koniec? No nie, bo ta definicja nie zamyka supermocy przyjaciela. On ma wielką moc. I nigdy nie walczy sam. A co najważniejsze i najfajniejsze: to ty dajesz mu siłę. Czy to nie honor? I odpowiedzialność. No ale zaszczyty mają pierwszeństwo. Każdy je woli. No chyba, że ciągną się podczas wyliczania ich na szkolnych ceremoniach.
Ważne, by każdy miał swojego superbohatera, bo samemu na tym świecie, to ciężko i żmudno. A o takiego to się trzeba starać i zabiegać. Bo tu o braterstwo i równość chodzi, by każdy w zespole był taki sam w hierarchii i traktowany w ten sam sposób. Bo jak nie to to się nazywa ‘toxic relationship’.
I ja w takiej byłam. I nie tylko ja. I się boję, że kiedyś taką stworzę.
Bo nie można nikogo od razu oceniać. Trzeba powoli podejść. Szturchnąć patykiem. Czekać. Cofnąć się. Podejść jeszcze raz. Szturchnąć mocniej. Odskoczyć ze strachu. Patrzeć na reakcję. Jak wstaje i przysuwa się do ciebie. I mu na to pozwolić. Nie protestować kiedy to on obserwuje. Być modelem i stać spokojnie, by nie zamazać obrazu. By nie było nieporozumień. I gdy on już nas zobaczył i się zgodził, to wtedy my na niego patrzymy. I w momencie kiedy wiecie o sobie nawzajem tyle samo, więcej od innych i więcej niż o innych, to to jest to. I już.
Czy to nie ciekawe, że żebyśmy mogli obserwować musimy być obserwowani? Niektórzy myślą, że są, podglądają i już. Ale oni też są po drugiej stronie lornetki.
No ale nie o tym. Czy to nie dziwne, że nikt nic samemu w życiu nie osiągnie? Czy to nie piękne? Bycie sidekick’iem już nie powinno być wstydem. Bo wiadomo, że nikt bez nikogo nic. Przydupasów, tych drugich, pomocników każdy z nas potrzebuje i każdy z nas po części nimi jest. Każda historia ma swój drugi plan i każdy drugi plan ma swoją historię.
Tak wiele biernych ludzi, w tych czasach plączą się w związkach i uczuciach, które ciągną ich w dół. Victor Hugo, pisał w “Nędznikach”, że najprawdziwsza miłość zbawia. I ja się za to modlę codziennie. By każda miłość zbawiała, i by każdy jej dostąpił. Bo sama tego chcę dla siebie, dla mojej rodziny, znajomych, nieznajomych i przechodniów.
Lubię “Silence” Beethovena.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz